wtorek, 3 września 2013

Depresja w szkole

ŹRÓDŁO : RZECZPOSPOLITA



Coraz więcej uczniów ma zaburzenia emocjonalne, MEN nie ma skutecznego planu, jak rozwiązać ten problem.
Polska szkoła może odcisnąć piętno na całe życie – przekonuje w rozmowie z „Rz" prof. Philip Zimbardo. Ten jeden z najbardziej uznanych na świecie psychologów zwraca uwagę, że w Polsce wyjątkowo duży odsetek dzieci i młodzieży zmaga się z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi.

– Dla mnie sytuacja jest alarmująca. To są ludzie, którzy w dorosłym życiu nie przełamią samodzielnie depresji, z wielką szkodą dla społeczeństwa – mówi „Rz" Zimbardo. W jego ocenie polski system edukacji na wszystkich stopniach powinien zostać poddany gruntownej reformie. Zmiany powinny polegać na odmiennym niż obecnie podejściu nauczycieli do pracy z uczniem. Pedagodzy powinni szukać mocnych punktów wśród uczniów, a potem je rozwijać. – Ludzie są różni: jedni znakomicie piszą eseje, inni mają talent muzyczny albo są świetnymi sportowcami. Każdy ma coś do zaoferowania społeczeństwu – i to właśnie stanowi o dynamizmie Stanów Zjednoczonych – mówi profesor Uniwersytetu Stanforda.

O tym, że młodzież ma coraz więcej problemów emocjonalnych, eksperci alarmują już od pewnego czasu. Rządowy program z 2007 r.  poświęcony ochronie zdrowia psychicznego mówi o tym, że 50 proc. 16- i 17-latków, licealistów ma zaburzenia depresyjne, pośród uczniów szkół zawodowych ten odsetek wynosi aż 
65 proc. Podobny dokument, ale z końca 2010 r., wskazuje, że największy wzrost zaburzeń psychicznych notuje się w grupie osób do 18. roku życia.
Zapytaliśmy MEN, jak sobie radzi z tym problemem, bo z raportu z realizacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego wynika, że resort edukacji nie zrealizował żadnego zadania, jakie postawił przed nim rząd. MEN odpowiedziało nam, że w ramach takich zajęć jak przyroda, biologia czy wychowanie fizyczne prowadzi edukację zdrowotną, dodatkowo szkoły mają obowiązek dbać o bezpieczeństwo uczniów i diagnozować problemy występujące wśród uczniów.



niedziela, 1 września 2013

Koniec Wakacji

Witajcie po Wakacyjnej przerwie.

 "Mój Duch Przyjazny " był na urlopie, ale to nie znaczy, 
że nic dla Was nie zaplanowaliśmy. 
Już 13 września na powitanie nowego sezonu zapraszamy 
do Klubu Artysty, na autorski wieczór aforyzmów 
Sławomira Kuligowskiego- nauczyciela,reżysera,terapeuty. 
Podczas wieczoru będzie można również posłuchać coverów poezji śpiewanej w wykonaniu młodej wokalistki o intrygującej barwie głosu 
– Agaty Górskiej.



wtorek, 27 sierpnia 2013

Pourlopowa depresja może dopaść każdego

znalezione w sieci 

Każdy pracownik zwykle czeka na urlop przez cały rok. Jednak „powrót do rzeczywistości”, czyli koniec wakacji i ponowne pojawienie się w pracy, może być bardzo nieprzyjemny – pisze portal rynekpracy.pl.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez specjalistów z amerykańskiego Uniwersytetu Stanu Waszyngton, przeciętna wydajność pracownika przez pierwszy tydzień po powrocie z urlopu wynosi jedynie 40 proc. efektywności pracy sprzed wakacji.

Zdarza się, że brakuje nam energii, bywamy rozdrażnieni i rozleniwieni, wszystko odkładamy „na później” i nie możemy się na niczym skupić. Co ważne, zły nastrój towarzyszy nam nie tylko w pracy. Nawet w domu możemy być wiecznie zmęczeni, w dodatku miewamy problemy ze snem. Takie objawy psycholodzy pracy określają terminem „depresji pourlopowej”. Podobne symptomy – ale w o wiele mniejszym natężeniu – występują również po weekendzie, kiedy wiele osób dotyka „poniedziałkowa chandra”.

Powakacyjny zły nastrój trwa zazwyczaj kilka dni (przeważnie 3-7 dni) i po tym czasie mija sam. Niekiedy zdarza się jednak, że pogorszenie samopoczucia utrzymuje się przez kilka tygodni. Jeżeli w dodatku pojawiają się u nas takie objawy, jak wybuchy agresji czy nadmierna płaczliwość, warto poszukać pomocy u specjalisty. Połączenie pourlopowej chandry z innymi stresującymi czynnikami w pracy czy chronicznym zmęczeniem, które niekiedy ciężko wyplenić nawet w ciągu dwóch tygodni wolnego, może bowiem prowadzić do rozwoju klinicznej postaci depresji.

Duży wpływ na takie samopoczucie ma chroniczne zmęczenie. Innymi słowy – pracujemy za długo, a odpoczywamy za krótko. Standardowe 14 dni urlopu to zdecydowanie za mało, aby organizm mógł w pełni zregenerować się po ciężkim roku pracy. Psycholodzy pracy podkreślają, że przez pierwszy tydzień wolnego zapracowany człowiek czuje się czasem jak na odwyku. Brak pośpiechu, obowiązków zawodowych i stresu mogą niekiedy prowadzić nawet do syndromu „odstawienia”. Taki stan najczęściej mija po 7 dniach. Dopiero w następnym tygodniu organizm przyzwyczaja się do nowej sytuacji, a człowiek zaczyna się w pełni relaksować i cieszyć z urlopu. Jednak aby taka regeneracja i odpoczynek były stuprocentowe, potrzebny byłby jeszcze kolejny tydzień odpoczynku – podkreśla portal rynekpracy.pl.

Źródło : Gazeta Prawna


czwartek, 25 lipca 2013

Uważność- Być tu i teraz


Rozmawiałam z koleżanką na temat Reiki i tematu Być tu i teraz. Na początku pisząc o byciu tu i teraz myślałam, że ma trochę co innego na myśli, chociaż ostatnio stwierdzam, że czegokolwiek się nie podejmiesz, mam na myśli rozwój osobisty duchowy, dotyczy uważności. Natomiast reiki jest dla mnie całkowicie obce, niewiele wiem o tym, dla mnie być tu i teraz kojarzy się ( póki co przynajmniej) z wychodzeniem z depresji, z depresji która trwała kilka lat, i dlatego uważam i tak czuję, że stan być tu i teraz jest trudny do osiągnięcia. Czyli poczucie stabilności, równowagi psychicznej, emocjonalnej, oraz zachowanie energii życiowej to właśnie jest nierozerwalnie połączone z uważnością. Owszem, przyszłość jest istotna, i musimy o niej myśleć, o ile jesteśmy tu i teraz. Świadomi. Otwarci i skoncentrowani na tym co trzeba zrobić właśnie teraz a nie wybiegać w przyszłość i rozmyślać jak to zrobić. Skupiać się na najważniejszym w teraz. Dla mnie jest to bardzo trudne do osiągnięcia. Mam w pamięci swój zdrowy stan, z przed paru lat, ale i tak nie wiem, nie umiem do tego wrócić. Być tu i teraz zostało mocno odrealnione. Pracuję nad tym, ale bez większej wiary niestety. Życie mocno podkopało stabilność, grunt się rozmył. i do póki człowiek nie utwardzi gruntu to nic nie wyjdzie z bycia tu i teraz. bo nawet jeśli będzie tu i teraz to niestety tylko na chwilę. To jest kwestia radzenia sobie z życiem, przeciwnościami, losem, jak zwał tak zwał. wszystko to , czyli wszelakie metody to poszukiwanie, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś już raz stracił równowagę, grunt, poczucie stabilności, to już jej w pełni nigdy nie odzyska. bo cały czas już musi pracować nad utrzymaniem tego. Więc można być szczęśliwym? Zapomnieć? nie. to tak jak z chorobą. Jak raz zachorujesz to potem musisz już dbać o ten organ, czy cokolwiek. Nigdy nie będzie się już w pełni zdrowym. Dusza podobnie choruje. I umysł również, a więc przebudzenie dla mnie oznacza, tylko tyle, że wyciąga się wnioski, i żyje zgodnie z zaspokajaniem potrzeb aby utrzymać zdrowie- stan być tu i teraz- nigdy nie odzyskujesz czystej karty, że tak powiem. Przebudzenie- to dla mnie zwolnienie tempa, zmiana stylu życia, etc, ale już nigdy nie będzie się w stanie uzyskać stanu ducha sprzed. Tego szczęśliwego, poczucia takiego szczerego poczucia i prawdziwego z bycia tu i teraz. Dla mnie to poważny problem. Szukam rozwiązań dla siebie najlepszych ale one nie dają gwarancji do powrotu równowagi, stabilności, i osadzenia w tu i teraz. Życia według tej prostej- wydawało by się zasady. I gdybym mogła czas cofnąć, ale z zatrzymaniem obecnej wiedzy i przeżyć, to wiedziałabym czego nie robić, lub w jaki sposób zrobić, aby nie popaść w odrealnienie,  nie popaść w obłęd i gonitwę nie wiadomo za czym. Cofnąć czas do momentu kiedy tak się czułam, kiedy byłam mocno realna, osadzona, i panowałam nad sobą. panowałam bez trudu nad byciem tu i teraz. W tej chwili tego nie potrafię. Wychodzenie z depresji, z tych ciężkich myśli, braku działania, chęci, i wychodzenie z ciemności jest ogromnym trudem, ciężką pracą. Nie wierzę, że można z tego wyjść i już zupełnie być zdrowym, zapomnieć o tym, i niczym się nie przejmować.Mnóstwo jest takich ludzi w obecnych czasach i będzie ich coraz więcej. Jesteśmy pokoleniem ludzi mocno zagubionych, sfrustrowanych, w kołowrotku dla chomika. a gdy komuś uda się z niego wyjść z tego kołowrotka, to zwykle ma już połamane nóżki, i kuleje.


A do tego dochodzą równe wnioski kobiety tuż przed 40 i wcale one nie są zabawne. Podsumowanie dotychczasowego życia wypada kiepsko. Jak więc uzyskiwać równowagę? Wiem, mam teraz dobry moment i właściwie ostatni gwizdek na poprawę życia, mam świadomość co gdzie i kiedy się zawaliło- i bywa, że stan być tu i teraz uświadamia, że to w czym się żyło, tkwiło do tej pory to okrutna pomyłka- ale strach przed zmianą jest tak silny że nadal się tak tkwi. czyli wyłania się kolejny problem- brak poczucia wiary w siebie, pewności siebie. w każdym razie- szukam swej drogi, bo stoję na zakręcie- absolutnym zakręcie- gdyby nie metryka i dziecko powiedziałabym, że mam znowu 18 lat i czyste konto, i nie wiem co ze sobą począć- tyle że wtedy wszystko stało otworem, świat do mnie należał, pełna wiary nadziej, i odwagi, i polotu i wszystkiego tego co młodość daje. Teraz- tego wszystkiego nie ma. tylko zakręt, i mimo doświadczenia życiowego- nie wiem co dalej i właściwie po co.W dużym skrócie chciałam powiedzieć, że niezależnie od tego jaką metodę wybierzemy, czy to będzie psychologia według nurtu Gestalt, czy Reiki, czy buddyzm, to zawsze istota sprawy jest jedna- właśnie uważność, być tu i teraz. wszystko sprowadza się do jednego.
Granica między zdrowiem a depresją jest bardzo cienka, niemal niewidoczna.Trudno zauważyć, że to już się zaczyna, albo że już jest się chorym. Potem trudno znaleźć wyjście, światło,  nadzieję dla samego siebie. Teraz czuję się znacznie lepiej, ale "piętno" pozostaje. I strach przed nawrotem.
Uważność jednak praca nad nią znacznie poprawia stan zdrowia.
                                                                                                                            Balonik

Szalone szydełkowanie :)

"HONDA"
Nadszedł ten dzień 20-07-2013, pełen obaw, czy tego typu impreza znajdzie swoich odbiorców w Krapkowicach? Zaczęłyśmy przygotowania, ekspozycja rzeczy wcześniej otulonych koronkami, potem parę balonów,  stoły i narzędzia do wykonania niezbędnych elementów ( między innymi wspaniały przyrząd KŁĘBUSZNIK , który wykonał mój kolega Marcin Lenski - polecam wszystkim dziergającym- nici się nie plączą). Wybiła godzina 13.00 nad naszą imprezą czuwał MÓJ DUCH PRZYJAZNY  ,pojawiła się pierwsza chętna osoba do wzięcia udziału w tym projekcie , potem następne  nie tylko umiejące dziergać i sporo gości. Nie każdy wiedział o co chodzi , co to za projekt i co ma na celu.Odpowiadałam to po prostu fajna zabawa, dla ludzi ,którzy chcą spędzić mile czas wśród ludzi pozytywnie zakręconych i tych, którzy chcą mieć udział w efekcie końcowym tego projektu,  czyli ubranie koronkami mojej ulubionej  HONDY ( tak nazywam mój rower). Zmagania trwały do 19.00 w wesołej atmosferze, szydełka i druty śmigały w rytmie muzyki, jeszcze pochowanie nitek, iiii... już widać, oczy się cieszą  ,na twarzach Szczęście, jeszcze parę zdjęć i koniec.
Dziękuje wszystkim gościom za przybycie,  i przede wszystkim dziewczynom, bez których to ,nie udało by mi się osiągnąć takiego efektu. Co prawda zostało jeszcze trochę elementów do otulenia, dokończymy na warsztatach.
                                                                                                                  Barbara Wylęgała 

"HONDA" PO TUNINGU ;) 

Rower otuliły:
Barbara Wylęgała
Halina Fister
Regina Czarnecka
Krystyna Szwed
Małgorzata Brzozy
Lucyna Kisiel


POZOSTAŁA DRUŻYNA MOJEGO DUCHA GRATULUJE I DZIĘKUJĘ BASI ZA ZORGANIZOWANIE I KOORDYNOWANIE PRZEBIEGU IMPREZY :)